niedziela, 7 października 2018

Kler



Widziałem film i mam mieszane uczucia. 
Film przedstawia duchowieństwo z tej najgorszej strony. 
Jest oczywiste, ze wśród ponad 30 tysięcy księży są , i chcę w to wierzyć, ze jest ich większość, to porządni księża, czy do końca wierzący, tego nie wiem. Są tacy, którzy sprawują swoją posługę zgodnie z tym czego oczekuje od nich biskup, są tacy, którzy robią to, będąc w pełni wiary w Chrystusa. Jest jednak spory, jak się wydaje ułamek tych, którzy , jak powiada się w mediach, zagubili się. Gdyby to zagubienie dotyczyło tylko ich, to ich sprawa, ale to „zagubienie” dotyczy innych , a w tym dzieci, czego wybaczyć nikomu już nie wolno.

Wydaje się, ze film jest swego rodzaju kapsułą kurii, gdzie najgorszy element to biskup i jego wierni, choć zdradliwi, pomocnicy.

Film jest przyczynkiem do refleksji na temat KK w ogóle. KK jest z zasady strażnikiem Dekalogu, a więc moralności. 
Pomijam fakt, że Dekalog dany przez Boga Mojżeszowi funkcjonariusze KK zmienili, stawiają się pond Bogiem i zmieniając jego prawa, dlaczego, kto im pozwolił?
Będąc jednak strażnikami moralności i tymi, którzy rozliczają z grzechów, sami bez grzechu być muszą. No bo jak iść do księdza do spowiedzi i spowiadać się na przykład ze zdrady małżeńskiej, skoro ten sam ksiądz z drugiej strony kratki, też zdradza ślub czystości, jak spowiadać się z oszustwa podatkowego (jeśli to ktoś w ogóle robi), skoro ten sam ksiądz ukrywa wszystkie dochody. 
O biskupie już nie wspomnę. 

Już pisanie o krzywdzeniu dzieci pozostawię , bo to jest najgorsze co być może, to dotyczy innych grup społecznych także, ale kleru tym bardziej.

Nie oczekuję oczywiście, że księża będą jeździć na osiołkach, nie oczekuję aby biskup chodził boso, ale naśladowcy Chrystusa i w jego imieniu nawołujący do miłości i pokory powinni tę pokorę w pierwszej kolejności demonstrować, pokazywać bojaźń bożą, a co mamy w zamian? 
Pokaz pychy, buty i oczekiwań na ustępstwa ze strony wiernych i przede wszystkim ze strony państwa.
Ja rozumiem , że istnieje problem samotności duchowych, ja rozumiem, że są niby we wspólnocie, a w rezultacie sami, ale decydując się na to wiedzą co ich czeka. 
Myślę, że rozwiązaniem byłoby zniesienie celibatu. Nie ma to znaczenia, czy ksiądz ma żonę, czy innego księdza za partnera, ale nie jest sam.
Uważam, że KK nie ma prawa zajmować się polityką, ich zadaniem jest rząd dusz nie ciał, nie finansów.
Film pokazał to zło, o czym wszyscy wiedzą, ale często mówią, że go nie ma. Jeśli K.K. nie stanie się bardziej pokorny, bardziej miłosierny, bardziej oddany ludziom, to w kościołach będzie coraz mniej wiernych.

poniedziałek, 5 lutego 2018

„Schetyna musi odejść!”



Patrzę i komentuje, piszę co myślę- to  mój blog. No właśnie patrzę i jestem zbulwersowany tym, co się w naszym kraju dzieje. Postanowiłem więc przelać  swoje myśli w blogu. Nic to zapewne nie zmieni, ale może choć krótką ulgę mnie samemu da.
Chodzi mi oczywiście o sytuację w Polsce. PiS zawładnął wszystkim, no prawie, ale niewiele zostało dziedzin naszego życia, gdzie owa partia jeszcze łapy nie położyła. Mam na myśli samorządy, ale do tego wrócę. Tak więc Sejm, Senat, Trybunał, sądy i rząd wszystko to w rękach PiSu, a dzieje się tak bo opozycji nie ma. Sejm, jak ten były PRL-owski, działa pod dyktando Kaczyńskiego. Starsi Polacy pamiętają ówczesny Sejm, który głosował tak,jak im sekretarz PZPR kazał, tak jest i dzisiaj. Rząd też robi wszystko pod dyktando jednego człowieka. Nie dziwi mnie właściwie to, że ludzie będący u władzy z nadania prezesa robią, co się im każe, bo żądza władzy jest tak wielka, że własny rozum nie ma nic do powiedzenia i nic to, że kompetencji brak, nadrobi się się gębą, a że przy tym bzdury się mówi, to jakoś Kaczyńskiemu nie wadzi . Powstają więc takie San Escobary, manifestacja faszystowska jest zlekceważona, ileś tam wybuchów nad Smoleńskiem i wiele, wiele innych, o poczynaniach Antoniego nie wspominając. Dziwi natomiast postawa pozostałych członków tej partii, bo nie wszyscy to ciemny lud, są tam przecież ludzie mądrzy, czy oni nie widzą co się dzieje? Czemu członkowie PiS idą jak stado baranów za bacą? Trudno to pojąć.
Wracając do opozycji, to jej właściwie nie ma. Największe ugrupowanie, PO poza kilkoma etatowymi gadaczami w różnych telewizjach nic nie robi. Schetyna miesza w tym swoim garze i pilnuje stołka, żeby mu ktoś spod tyłka nie wyrwał, ale to narodowi nic nie da, to opozycji nie skonsoliduje. Zawołam tu za klasykiem „Schetyna musi odejść”!
.Nowoczesna drepce w miejscu i jakoś nie potrafi ruszyć tej polityki w odpowiednim kierunku, „Razem” też jakoś tak nieśmiało się odzywa, PSL, jak to oni, konformiści i tyle, no i SLD, który praktycznie nie istnieje. Od czasu do czasu pokazują Milera w tv, choć ten już powinien od dawana siedzieć cicho, bo to on SLD załatwił, że wspomnę tylko wyciągniętą z rękawa pofyraną politycznie Ogórek, która miał być lewicowym kandydatem na prezydenta, a okazała się pisowskim propagatorem.
Zbliżają się wybory i na kogo tu głosować? Nie wiem, nie ma na kogo i taki problem ma wielu Polaków.
W tym roku będą wybory do samorządów. Nowa ustawa idealnie wprost daje możliwości do fałszowania wyników. Tu bardzo potrzebni będą mężowie zaufania z wszystkich partii. Komisja licząca głosy powinna mieć zabrane długopisy, mężowie zaufania powinni patrzeć, dosłownie na ręce komisji, a protokół powinien być podpisany również przez mężów zaufania i oni powinni otrzymać jego kopię. Wówczas w razie wątpliwości wszystko będzie można sprawdzić.
Jeśli opozycja nie skoryguje swoich zapatrywań, jeśli nie zmieni się przywództwo PO, było nie było największej partii opozycyjnej, jeśli nie wezmą się działacze do pracy, to strach pomyśleć co się będzie działo po następnych wyborach. Doprawdy strach pomyśleć.


niedziela, 21 stycznia 2018

                 Blog był do tej pory prowadzony na Blog.pl, na Onecie. 

      Będzie tam likwidowany, więc wszystkie wpisy przeniosłem tu,
      

       Do tej pory było wszystkich wizyt 67454, komentarzy 227.


                                  
  • Wszystkich wizyt: 67552
  • Wszystkich komentarzy: 227
                                    

Spotkanie po latach (50).


Jakiś czas temu  w  blogu, O kolegach zastanawiałem się nad tym, czy mam kolegów, czy nie. Do ostatecznej konkluzji nie dotarłem, ale coś w tej sprawie się zadziałało.
Otóż w ubiegłym roku, wspomniany w cytowanym wyżej wpisie Jurek spotkawszy mnie na ulicy zapytał, czy pamiętam, że 50 lat temu skończyliśmy podstawówkę.
Rzecz jasna, że nie pamiętałem i byłem niezwykle zdziwiony, że to było tak dawno, ale dalsza rozmowa udowodniła, że to fakt. Jurek zapytał, czy nie było by sensownie zorganizować spotkanie absolwentów.
Początkowo byłem do tego pomysłu nastawiony sceptycznie, ale po namyśle i argumentach żony doszedłem do wniosku, że właściwie nic nie stoi na przeszkodzie.
Zacząłem od odwiedzin w starej szkole, która obecnie  jest gimnazjum. Wiedziałem bowiem, że arkusze ocen i listy uczniów są przechowywane przez 50 lat, więc byłem pewien, że jeszcze ich nie utylizowano. Tam miła pani sekretarz szkoły kazała zgłosić się za kilka dni, ale po dwóch dniach już dzwoniła, że mam przyjść. Trochę mnie zdziwiło tempo działań, ale jak się okazało, nie było to bezzasadne, otóż okazało się, że  do mojej klasy chodziła jej siostra i dwie kuzynki. No to byłem już do przodu w poszukiwaniach, jako, że ustaliliśmy na wstępnie, kto już nie żyje, kogo można i gdzie namierzyć.
Radość była jednak przedwczesna, bo do klasy 7a w roku szkolnym 60/61 chodziło nas 47uczennic i uczniów.
Nie zrażony jednak zaprosiłem wspomnianego Jurka, który zabrał Wieśka , ten zaś Bogusię, z którą miał kontakt i tak zwołany komitet organizacyjny spotkał się w kawiarni.
Podjęliśmy więc postanowienie o działaniu, ustaliliśmy kogo, kto zna i może dalej szukać. Skarbnicą wiedzy i znajomości okazał się wspomniany wyżej Jurek, który a to znał brata, a to siostrę, a to kuzyna czy ciocię i tak znaleźliśmy wielu naszych kolegów i koleżanek, tyle, że on dawał namiar telefoniczny na mnie, a ja już dalej działałem. Dowiedzieliśmy się też, że ten i ów mieszka w Legnicy, Bydgoszczy, Kościanie itp., więc po nitce do kłębka szukałem w Internecie i znajdowałem. Bywało, że dzwonię na przykład do jakiejś firmy i poroszę o kontakt, ale tam mi mówią, ze telefonu nie mogą podać więc proszę aby podano mój i tak też się to odbywał.
Znajdowałem nawet zdjęcia w Internecie i adresy mailowe. Dość, że namierzyliśmy, odszukaliśmy 23 osoby, 12 okazało się, że już przeniosło się do lepszego świata, a jedna koleżanka zdążyła umrzeć tuż przed spotkaniem klasowym.
Po ustaleniu terminu spotkania obdzwoniłem wszystkich z którymi kontakt miałem i zaproponowałem termin. Ponieważ zorientowałem się, że nie każdy jest zasobny w gotówkę i możliwość wydania pieniędzy na spotkanie może ludzi zniechęcić, wpadłem na pomysł, że każdy płaci za to co zamówi i to ludziom się spodobało.
Tak więc pewnego majowego  popołudnia spotkaliśmy się przed naszą starą budą, pani sekretarz zaprosiła nas do jednaj z naszych byłych sal lekcyjnych, gdzie wyłożono stare kroniki szkolne, dzienniki lekcyjne, arkusze ocen.
Tu nasuwa mi się pewna refleksja: my przeżywamy niewiarygodny rozwój techniki, bo kiedy zaczynaliśmy naukę, to były ławki, kałamarze, obsadki z piórkami – i tym się pisało. Ja się śmieję, że jesteśmy prekursorami Darta, bo rzuty piórkiem ze stalówką do tarczy, to myśmy to ćwiczyli już 50 lat temu. Podłogi w szkole były oliwione, to było zupełnie coś innego – nie było telewizorów, radio gdzieniegdzie było, o telefonach tylko się słyszało; o Internecie i komputerze to nikt nawet nie marzył. Także, to były zupełnie inne czasy. Spotkanie nasze miało więc inny wymiar w porównaniem z czasem, kiedy szliśmy pierwszy raz do szkoły.
 Powspominaliśmy z rozrzewnieniem stare czasy, niektórzy zjechali po poręczy, a czemu nie i udaliśmy się do restauracji, gdzie zarezerwowano dla nas salę na spotkanie.
Po zajęciu miejsc, sprawdziliśmy oficjalnie obecność, było nas 17, 13 nie żyło, kilkoro stwierdziło, że ich to nie interesuje, kilkoro nie udało się znaleźć. Chwilą ciszy uczciliśmy pamięć tych, którzy już odeszli  i powróciliśmy do wspomnień, tym bardziej, że jeden z kolegów przygotował quiz wspominkowy, który miałem przyjemność poprowadzić. Śmiechu było co nie miara, bo było na przykład pytanie, kto i z kim umówił się na bójkę do pierwszej krwi, albo kto najczęściej przynosił kwiaty nauczycielom, który z nauczycieli nazywany trupkiem, kto mieszkał w pewnym domu, który już nie istnieje, kto z klasy był ministrantem, które z koleżanek miały warkocze itp.
Siedzieliśmy dość długo, co jedliśmy i piliśmy niech pozostanie naszą tajemnicą.
Przygotowanie spotkania, poszukiwania ludzi, nawiązywanie kontaktów zajęło nam rok czasu, samo spotkanie było niezwykle miłe i sympatyczne. Umówiliśmy się na kolejne po roku u koleżanki w ogrodzie na grilu, co z tego wyjdzie , czas pokaże. Tak czy inaczej, warto było.
Nie rozwiązuje to jednak mojego dylematu, mam kolegów, czy nie.

Komentarze

  1. Autorze – gratuluję milego spotkania, zazdroszczę
    ja na spotkaniu części swojej klasy 7. byłam, nie zachwycilam się, koleżanka która mi zatruła w szkole 3 lata nadal chciała to robić, najlepszy uczeń (teraz profesor) jest sfrustrowany, a potem się okazało, że jeden z obecnych kolegów był TW (może jawnym – nie wiem) – doszłam więc do wniosku, że nigdy więcej, pozdrawiam A.

Obłuda K.K.


Ksiądz też człowiek, tak brzmi tytuł  wątku na pewnym forum. Pytanie się nasuwa, czy „Człowiek”, czy tylko „człowiek”.
Niech mi ktoś wytłumaczy jak to jest, że przedstawiciel KK  nijaki Rydzyk i jego tuby wbrew nauce Chrystusa, która kształci w miłosierdzi i dobroci, kłamią, są obłudni, oszukują.
W dzisiejszej GW Katarzyna Wiśniewska w artykule pt. „Więcej serca ojcze dyrektorze”pisze jak to katolickie media biadolą nad losem TV Trwam i Radyjka M. Wedle „Naszego Dziennika” cytuje K.W. podwyżka opłat koncesyjnych zamknie rynek nowym nadawcom. Ale co tam kogo obchodzą jacyś nadawcy: zamknie go-jak czytamy-”przede wszystkim Telewizje Trwam”. Autorka dodaje jeszcze, że przeciętnie dziennie tę telewizornię ogląda ok 7 tyś. widzów.
Nie piszą katoliccy publicyści, że to nieprawda, bo podwyżka dotyczy tylko nadawców w jakości HD, czyli bardzo wysokiej, co zajmuje na antenie dwukrotnie więcej miejsca. TV Trwam więc to nie grozi, ale co tam, opinię trzeba urabiać, a ciemny lud to kupi i na manifestację pójdzie. Nie piszą też kłamliwe publikatory katolickie związane z Rydzykiem, że w ogóle nikt nie zamierza utrudniać w kimkolwiek sposób nadawanie przez nie programów, nadal będą tam, gdzie są.
Ta obłuda widać hierarchów jakoś nie martwi, martwi zaś coraz mniejsza liczba wiernych w kościołach, coraz mniejsza liczba chrzcin, coraz częstsze przypadki apostazja, widać tylko kasa się liczy, a Bóg i jego nauki?
Ksiądz też człowiek, oczywiście. Coraz częściej słychać o pedofilach w sutannach, o księżych dzieciach i ich kochankach.
po co wiec ta obłuda?
Znieść celibat i wszystko będzie  jak należy. Ja się nie dziwię księżom, toż to młodzi, zdrowi, wybaczeni faceci, wiec do baby ich ciągnie, ot prosta fizjologia.
Tylko, składanie ślubów czystości, to to samo co ślub miedzy małżonkami, to taki sam sakrament i jeśli ktoś zdradzi żonę, męża i się z tego wyspowiada, to… no nie wiem co tam klecha ma do powiedzenia, bo nie byłem w takiej sytuacji, ale pewnie nieźle wymyśla, a sami robią to samo.
Wracam więc do tematu, do obłudy, zakłamania.
Co tu powiedzieć, to jest po prostu obrzydliwe, a w dodatku niszczy swym przykładem nauki Chrystusa.
Dokąd zmierza KK, On sam tego chyba nie wie, byle kasa była, a reszta to duperela widać.
Bo gdzie tu pokora, skromność, ubóstwo, miłość bliźniego ,
gdzie miłosierdzie, gdzie otwarcie na człowieka?
Są zapewne tacy duchowni i im chwała, tylko gdzie ich szukać? I czy hierarchowie pozwolą na wychylanie się?
I tu chyba skończę na razie.

Odpowiedzialność nauczyciela


           Nawiązując do poprzedniego felietonu na temat agresji w szkole, chciałbym powiedzieć kilka słów o tym, co myślę o odpowiedzialności nauczycieli
            Doczekaliśmy czasów, w których oświata biurokracją stoi. Toną w papierach sekretariaty, toną dyrektorzy i co najgorsze, nauczyciele też. Ci, którzy mają uczyć, zajmują się papierkami, teczkami, pisaniem różnych programów, planów itd.
Część z tych papierowych obowiązków jest zapewne potrzebna,ale przecież nie o papierową edukację w polskiej szkole chodzi , a przynajmniej nie powinno. Odnoszę wrażenie, że w tym wszystkim nie chodzi o dzieci, a o zaspokojenie jakichś, bliżej nieznanych, ambicji urzędniczych. Efekt jest taki,że już właściwie nie mówi się nigdzie o odpowiedzialności.
              O odpowiedzialności nauczyciela za dziecko, które nauczycielowi,czy to mocą Konstytucji, czy życzeniem rodziców powierzono. Sfer odpowiedzialności w polskiej szkole jest kilka.
Najważniejsza to odpowiedzialność za wyniki nauczania, a także za bezpieczeństwo w czasie lekcji, przed dzwonkiem, po dzwonku, w czasie przerwy, zajęć praktycznych itd.
            Ilu z nauczycieli,idąc do klasy, zadaje sobie pytanie, czy jestem przygotowany do lekcji, ilu po lekcji zapyta samych siebie, czy nie zmarnowałem czasu tych dzieci, czy moja lekcja przyniosła im nowe treści, nowe umiejętności?
To ważne pytanie: czy na pewno zrobiłem wszystko, aby zaplanowane na tą lekcje wiadomości dotarły pod właściwy adres? Czy każde dziecko było objęte moją troską?
Pytania można by mnożyć.
Pozwalam sobie zadawać te pytania, bo sam byłem nauczycielem przez ponad 40 lat.
              Wracając do tematu, o to, aby sobie uzmysłowić, że przed nami siedzą żywe, w większości żądne wiedzy, młode istoty. Trzeba zdać sobie sprawę, że zaufano nam powierzając dydaktyczną opiekę nad dziećmi, zaufały władze, które nas zatrudniły, zaufali rodzice, ufają też dzieci.
Nie wolno nam ich zawieść, szczególnie tych ostatnich.
Ile to razy jest tak, że zadaje się uczniom coś do pracy, a nauczyciel zajmuję się wypełnianiem dziennika, przygotowywaniem jakiegoś apelu,uroczystości, czy pogawędką z innym nauczycielem a czas przeznaczony na naukę umyka bezpowrotnie. Przy dużej ilości materiału, jaki muszą opanować nasi uczniowie,nie ma czasu na nadrobienie strat, no chyba, że „ po łebkach”?
Spodziewam się w tej chwili świętego oburzenia, ale sza!!! Przecież nie kłamię, przynajmniej w kilku przypadkach w każdej szkole.
 Nikt mi nie wmówi, że  nie mam racji.
Zastanówmy się lepiej, co zrobić, aby to zmienić.
            Rozpatrzmy  przykład:do dzwonka pozostało 4, 5 minut.Odpowiedzialny nauczyciel jest przygotowany na taką okoliczność i ma w zanadrzu,ćwiczenia techniki szkolnej, odmianę przez przypadki, mnożenie sposobem pamięciowym,czy cokolwiek innego. Nauczyciel pozbawiony wyobraźni, po prostu pozwoli uczniom wyjść z klasy.
W tym momencie może uczniowi spaść na głowę lampa, może upaść w wyniku przepychania się, mogą się zdarzyć różne rzeczy, takie, które mogą się również zdarzyć po dzwonku.
 W przypadku nieszczęścia zjawi się prokurator i zapyta, kiedy dzieci wyszły z klasy. Jeśli wyszły po dzwonku, to winę poniesie kto inny, jeśli jednak przed dzwonkiem,odpowiesz Ty koleżanko, kolego, który wypuściłeś dziecko przed czasem. Kto z nas o tym pamięta?
            Zupełnie podobna jest sytuacja przed lekcją. Kiedy  dzwonek zadzwoni, nauczyciele zazwyczaj biorą dziennik i idą na lekcje. Są jednak tacy, którzy się nie spieszą i jeśli wtedy zdarzy się nieszczęście, to właśnie oni za to odpowiedzą.
Odpowie też dyrektor, który nie dopilnował punktualnego rozpoczynania i kończenia lekcji.
             Faktem jest, że nie wszyscy zdają sobie sprawę z odpowiedzialności za dzieci podczas przerw. Tu się często rodzi agresja, to w różny sposób się przejawia. Łatwo zauważymy, że dzieci szaleją, biją się, a nauczyciele zajęci rozmową nic nie widzą. Nie wyobrażam sobie, żeby nie widzieć, że silniejszy znęca się nad słabszym, czy młodszym, że ktoś rzucił papierek od śniadania, że… itd., itd. Nie chodzi przecież o to, żeby dzieci chodziły po boisku parami, one mają się wybiegać, dotlenić swoje szare komórki,ale nie mają być równocześnie zagrożone w jakikolwiek sposób. Nie każdy nauczyciel zdaje sobie z tego  sprawę, albo raczej nie pamięta, że dziecku może stać się jakaś krzywda, tylko dlatego, że nie zapobiegł głupiemu żartowi, a po to tam przecież jest.
Nie zdają sobie sprawy nauczyciele, że gdyby stało się nieszczęście, to prokurator zapyta dzieci, gdzie był nauczyciel, co robił i dzieci odpowiedzą (zgodnie z prawdą), że rozmawiał z innym nauczycielem. Wtedy sprawa karna, wyrok, może i w zawieszeniu, a sumienie?
            Powodów do zaniedbań jest wiele i niefrasobliwości niestety też. Wspomnę jeszcze o wycieczkach, gdzie daje się dzieciom czas wolny, o lekcji wf, kiedy rzuci się uczniom piłkę, niech sobie pograją, a nauczyciel zajmie się robieniem porządku w magazynku sprzętu sportowego, zdarza się wysyłanie po drobne sprawunki, o zgrozo.
            Proszę nie odsądzać mnie od czci i wiary, nie wytykam niczego nikomu. Zamiarem moim jest,aby zwrócić uwagę na fakt, że odpowiadamy za dzieci, tym bardziej, że nie są to nasze dzieci.
Spoczywa na nauczycielu i odpowiedzialność fizyczna, i przede wszystkim moralna. Ta ostatnia szczególnie musi iść w parze z etosem nauczyciela, z etyką zawodu. Kto nie identyfikuje się z taką wartością musi odejść.
            Pracowałem wystarczająco długo, aby czuć niepokój spowodowany brakiem troski o dzieci, traktowaniem ich przedmiotowo.
 Zatopieni w dokumentacjach awansowych, planach wynikowych, itd. gubimy gdzieś nasz pedagogiczny podmiot, gubimy dbałość o dziecko, zapominamy o człowieku.

Komentarze

  1. To prawda, Jesteśmy zakopani w stosach papierów. Często dyrektor zleca nam zadania na już, na teraz… i wprost mówi: zadaj coś dzieciom. Przykład idzie z góry. A potem chwali się tych co „robią” a ci, którzy odmawiają bo ważniejsza jest dla nich odpowiedzialność, są piętnowani, zarzuca im się, że nie wykonują poleceń, że pracują mniej niż 40 godzin itd… niesmak pozostaje… Tylko że potem dzieci powiedzą wprost, ta pani nas uczyła, ten pan robił coś a my się nudziliśmy. Dzieci są mądre.
  2. mój 6-cio letni syn poszedł do szkoły i cóz… moje zdezenie z rzeczywistoscia szkoły było twarde i bolesne,okazuje sie,ze co innego obiecywano nam na zebraniu,a co innego okazało sie w praktyce, cały czas tak jest niestety,nie wiem jak sobie z tym poradzic. Już drugiego dnia pobytu w szkole moje dziecko zagineło,a miało byc pod opieka nauczyciela w swietlicy po lekcjach przez godzine i odprowadzone potem do gimbusa, czekam,czekam na przystanku,gimbus przyjechał,dzieci wysiadły,mojego malca nie ma,mysle,pewnie jest w swietlicy,ktos zapomniał,wiec wssiadam w auto,jade do szkoły,wchodze do swietlicy… a tam jak na dworcu centralnym,dzieciaki biegaja gdzie chca,małe,duze,wybiegaja z tej swietlicy,hałas,krzyki,istna dzungla,nauczyciele sa,oczywiscie, ale tyłem do wszystkiego,smieja sie,plotkuja,zajeci soba,pytam gdzie moje dziecko,bo 10 minut stoje i go nie widze,pytałam grzecznie,gdzie moje dziecko i dlaczego nie zostało odprowadzone na czas do gimbusa,a nauczyciel do mnie z pretensjami… ze on ma ich 15cie i nie bedzie pamietał kogo i gdzie ma zaprowadzic,ok,wiec pytam gdzie mój maluch jest teraz,a on mi,ze nie wie,zebym go sobie poszukała,wiec biegam jak durna po całej szkole i poza szkoła,biegiem,bo nie wiadomo gdzie taki pomysłowy 6ciolatek mógł sie wybrac,moze do miasta?,znowu wracam do swietlicy,nie ma go,wtedy wybuchłam,nauczyciele mnie tylko opierniczyli i obarczaja wina,ze mały jest nie nauczony odpowiedzialnosci,a na gimbusa,to sam musi wiedziec i przypominac sie do odprowadzania,szlag mnie trafił na obojetnosc,LUDZIE DZIECKO TO NIE PRZEDMIOT, dlaczego jestescie zdziwieni,ze robie afere z faktu zgubienia dziecka?? na szczescie znalazłam małego po 40 minutach,biegał gdzies po boisku i korytarzach szkoły, a ja zostałam OKROPNYM RODZICEM. To i tak nic w porównaniu do przygody mojej znajomej,gdzie dziecko zostało zgubione na wycieczce w duzym miescie,jej synek ma 9 lat, nauczycielka nawet nie zauwazyła,ze zgubiła dziecko,na szczescie dziecko było na tyle madre,ze poprosiło przechodnia o telefon do rodziców,bo sie zagubił, Ja tej szkoły i tej znieczulicy nauczycieli nie rozumiem
  3. Tak masz rację. Uczę 25 lat w szkole dla dzieci upośledzonych i trudnej młodzieży, Jestem też matką, więc mogę o sobie powiedzieć, że szkołę znam z obu punktów widzenia.Dobro dziecka już dawno stało się sloganem pozbawionym jakiejkolwiek treści. Ot hasełko które wyciąga się z szafy wtedy kiedy ministerstwu jest wygodniej. Ale tak naprawdę dzieci traktowane są przedmiotowo, jako kolejny punkt w magistrackim biznesplanie, a od szkół coraz częściej wymaga się ( zwłaszcza w moim rodzinnym Krakowie) aby przynosiły zyski. Więc – łączyć klasy i szkoły, zamykać MDK-i, obiady wozić z kateringu… A że w większej klasie nauka zwłaszcza dla słabszych jest trudniejsza? A że w nowym środowisku uczeń się może nie odnaleźć, a że będzie chodził głodny bo rodzica na „dychę” codziennie na obiad w szkole nie stać… a co to kogo obchodzi. Dobro dziecka chwilowo zwinięte siedzi w szafie. Dobrem dziecka zaczyna się szermować kiedy trzeba coś uzasadnić. Najlepiej jakąś papierologię stosowaną. Dam Vi przykład kolego – tzw. IPET-y czyli indywidualne programy edukacyjno – terapeutyczne. Siedzieliśmy nad nimi z rodzicami dwa miesiące. Potem jeszcze sami bo do każdego przedmiotu są potrzebne. Ale, do ich zastosowania są potrzebne pieniądze. Tych nie ma. Więc skończyło się na robocie głupiego i tonie papierów w szafie.Teraz lekcja. Kiedy idę do klasy, po raz n-ty obracam w głowie plan na kolejną lekcję. ale oprócz pytań ktore ty zacytowałeś mam jeszcze inne w sobie – co zrobię, jeśli Jasio, Kasia, Marysia, Henio , Staszek będą mieli dziś przysłowiowy dzień jeża i postanowią właśnie na mojej lekcji popisać się przed resztą? Wyrzucić na korytarz nie wolno, pedagog akurat na kolejnej nasiadówce, psycholog na pół etatu i w zasadzie go nie ma, uwagę wpiszę, to mi się w twarz jeden z drugim roześmieje, zadzwonić w czasie lekcji do rodzica nie wolno, huknę, to zaraz będzie, że Pani się uwzięła, wpiszę jedynkę – rodzic przyleci z wrzaskiem… a cała klasa z uciechą gapi się na Jasia, który właśnie niemal na szafę włazi niż patrzy na prezentację . Kiedyś ściągnęłabym z szafy za nogę, usadziła na stołku potem wezwała rodzica i byłby spokój. Teraz mi nie wolno. Więc mówię do tej piątki która słucha, jednocześnie obserwując czy Jasio właśnie nie zaczyna robić sobie lub komuś krzywdy i modlę się, żeby w razie czego zdążyć dobiec do gagatka. Z lekcji wychodzę… wróć wypełzam, zmęczona i zła. Mam przedmiot który uczniowie lubią. Jestem lubiana i szanowana przez uczniów. I co z tego jak właśnie jakiś gagatek zepsuł mi lekcję nad którą siedziałam długo i radośnie?
  4. A z czego to wszystko się bierze, pewne zaniedbania? Często z tego, że we współczesnym świecie chociażby MEN nakłada na nas, pedagogów bardzo wiele obowiązków związanych z papierami. Odchodzimy od bezpośredniej interakcji z uczniami tylko dlatego, że wychowawcy oraz inni nauczyciele mają obowiązek wypełniania mnóstwa papierów, ankiet, etc., które niezbędne są dla dyrekcji. Coraz większy nacisk kładzie się na biurokrację, odchodząc od głównych założeń edukacji. Zgodzę się jednak z tym, że często spotyka się jednak również zaniedbania wynikające z wyłącznej winy nauczyciela: brak przygotowania zarówno metodycznego, jak i merytorycznego (jako studentka pedagogiki mam wgląd na przykładzie koleżanek – przyszłych nauczycielek lub nawet wykładowców). Błędy i zaległości w wiedzy elementarnej, swoista postawa – są to czynniki, którymi pedagog, czy to obecny, czy przyszły – w żadnym wypadku nie powinien się cechować. Rzeczywistość niestety pozostawia bardzo wiele do życzenia…
  5. Pracuję w szkole 2 rok. Jestem młodym nauczycielem, pełnym pasji, któremu jeszcze chce się zadbać o to, żeby lekcja była ciekawa, a uczniowie nią zafascynowani. I powiem szczerze, że pomimo wychowawstwa i awansu zawodowego papierki nie przysłaniają mi DZIECI i ich dobra i nie zabierają większości czasu. Da się. Jeśli się chce – jest to możliwe.www.dloniematki.blog.onet.pl
  6. W każdym jednym zawodzie jest ciężko. Należy pamiętać o odpowiedzialności za swoją pracę, a w przypadku nauczycieli za powierzone im dzieci. Ważna jest współpraca rodzica z nauczycielem, bo przecież nasze dzieci to nie przedmioty codziennego użytku , tylko ludzie, których należy kształtowaćPozdrawiam zapraszam do siebiehttp://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
  7. Mądre słowa. Nietsety, o odpowiedzialności nauczycieli trzeba byłoby opowiadać przede wszystkim – o zgrozo! – nauczycielom. Pozdrawiam. ;)
  8. Opisane przez Pana wydarzenia są skutkiem szkoda , że tylko negatywnym.Żeby byly same pozytywy należy ustawić wlaściwie przyczyny i dotyczy to : 1. Jaki musi być czlowiek aby byl nauczycielem i jakie powinien mieć przygotowanie oraz kto o tym decyduje. 2. Obowiązek Rodziców to minimum warunków jakie ma spelnić uczeń przychodzący do szkoly . Synchronizacja tych elementów da wlaściwe skutki. Pozdrawiam NEON

BLOG ROKU